AutentikaAutentika

Mam Startup

Blog

Archiwum wpisów z lutego 2010 roku

Konkursy na Facebooku

Pod koniec zeszłego roku Facebook zaostrzył regulamin dotyczący konkursów organizowanych przy pomocy swojej platformy. Czasy radosnej i beztroskiej konkursowej samowolki dobiegają końca.

Nowy regulamin na samym początku mówi: chcesz przeprowadzić jakąkolwiek akcję promocyjną z nagrodami za pomocą Facebooka? Zgłoś się po pisemne zezwolenie. Nie masz zezwolenia? Nie masz prawa organizować konkursu. Prosta zasada. Według regulaminu na pozwolenie czeka się około 7 dni od daty zgłoszenia wniosku. Wniosek musi zawierać dokładne informacje, mówiące o tym jakie planujemy podjąć działania promocyjne. Co ciekawe, ostatnio pojawiają się głosy, że zdobycie zezwolenia na organizację konkursu, może wiązać się z wykupieniem płatnych reklam na Facebooku.

Jeżeli już uda się nam zdobyć zezwolenie, trzeba zamieścić informację (w języku w jakim prowadzona jest konkurs) mówiącą o tym, że „ta promocja nie jest w żaden sposób sponsorowana, popierana czy zarządzana, ani powiązana z FB” (pełen tekst dostępny w regulaminie).

Kolejna ważna rzecz to, to że konkursy powinny być prowadzone poprzez dedykowane do tego specjalnie aplikacje w oddzielnej zakładce, a nie np. bezpośrednio na tablicy lub w komentarzach. Nie można uzależniać uczestnictwa w konkursie od aktywności fanów bezpośrednio na fanpage’u (wrzucania przez nich zdjęć, wpisywania treści itp.). Ponadto nie powinny być do tego celu w ogóle wykorzystywane takie funkcji platformy Facebooka jak np. zmiana statusu czy klikanie przycisku "lubię to”.

Dobra wiadomość jest taka, że można informować poprzez Facebooka o konkursach, które odbywają się całkowicie poza jego platformą.

Przeszukując konkursy prowadzone na FB, możemy z łatwością stwierdzić, że większość z ich organizatorów nie zna zupełnie regulaminu albo uważa, że nie jest zobowiązana do jego przestrzegania. Praktycznie każdy konkurs jest z nim sprzeczny (nie mówiąc już o posiadaniu zezwolenia).

Faktem jest, że egzekwowanie regulaminu przez Facebooka jest w naszym kraju praktycznie żadne. Można jednak podejrzewać, że niebawem to się zmieni. Dlatego po raz kolejny zachęcamy do jego lektury. Wiedza ta może w przyszłości okazać się bardzo cenna.

Dział sprzedaży Admatika

Trwa proces rekrutacyjny do działu sprzedaży Admatika. Jeśli nie boisz się wyzwań i uwiera Ci przyciasny garnitur korporacji - zapraszamy.

Szczegóły naszej zacnej oferty znajdziesz na pracuj.pl

W Admatiku dobrze poczują się osoby, które z różnych przyczyn zostały skrępowane (lub uderzyły o sufit) w drabince dużego przedsiębiorstwa. U nas wszystko jest nowe, dziewicze, elastyczne. Sporym wyzwaniem będzie ułożenie produktu, poskromienie sporego potencjału, jaki bez wątpienia ma przygotowywany przez nas system. Satysfakcji dostarczy możliwość sprawdzenia się jako ewangelista, frontman projektu.

Jeśli chcesz uczestniczyć w nowym zjawisku na polskim rynku reklamy, być pionierem w zastałej od kilku lat branży - zapraszamy.

Fan page a grupa

Jeżeli planujemy rozpocząć akcję komercyjną na Facebooku, na samym początku stajemy przed pytaniem: co wybrać? Fan page czy grupę? Które rozwiązanie będzie dla nas najlepsze i jaka tak naprawdę jest pomiędzy nimi różnica?

Fan page jest stroną na Facebooku, która reprezentuje daną markę, organizację, firmę, osobę publiczną etc. Tu ważna uwaga – takie podmioty jak te przed chwilą wymienione (poza osobą publiczną) nie mogą posiadać zwykłego profilu na Facebooku, ponieważ za każdym profilem musi stać konkretna osoba. Firma czy też marka nie są oczywiście żywym człowiekiem, więc zgodnie z regulaminem nie mogą posiadać swojego profilu. Tak więc wszelkie praktyki polegające na zakładaniu w celach komercyjnych fikcyjnych kont i zbieraniu w ten sposób dużych grup znajomych, są na Facebooku nielegalne.

Co więcej, za każdym fan pagem powinna stać osoba upoważniona przez podmiot strony do tego typu działań, czyli fan page danej marki musi być zarządzany przez oficjalne jej przedstawicielstwo. Facebook posiada specjalną ekipę, która zajmuje się wyszukiwaniem i usuwaniem nieoficjalnych stron.

Grupa natomiast zbiera osoby zainteresowane danym tematem i pozwala im na dzielenie się swoimi opiniami i spostrzeżeniami. Jest to coś na kształt dobrze wszystkim znanych grup dyskusyjnych.

Widzimy więc, że w założeniu grupa i fan page są to dwie różne rzeczy. Zastanówmy się jednak nad funkcjonalnością obu rozwiązań i różnicami jak je dzielą.

  • Po pierwsze rzuca się w oczy nomenklatura – w grupie inni użytkownicy zostają członkami grupy. Na fan page’u stają się jego fanami.
  • Zawartość fan page’a jest widoczna dla wszystkich. Grupa może być zamknięta i dołączenie do niej może wymagać akceptacji administratora.
  • Grupa w przeciwieństwie do fan page’a nie musi posiadać oficjalnego przedstawicielstwa danej marki.
  • Od strony technicznej fan page’e pozwalają na większą możliwość edycji poprzez podczepianie pod nie kolejnych elementów i aplikacji (między innymi zakładki discussions).

W tym momencie, jeżeli planujemy działania komercyjne, to tak naprawdę istotną różnica wydaje się tkwić w tym, co napisaliśmy już na początku - w samych założeniach obu rozwiązań. Jeśli planujemy promocję marki, budowanie wizerunku, nawiązywanie długofalowych relacji z klientami (fanami) wydaje się, że powinniśmy zdecydować się na fan page. Jeśli jednak zależy nam rozpoczęciu i moderowaniu jakiejś dyskusji wybierzmy grupę.

W pierwszym wypadku zdobywamy fanów. Możemy ich przyciągnąć przy pomocy ciekawych treści, atrakcyjnych aplikacji, zabaw i konkursów. Czasami zdarza się, że reprezentując już popularną i lubianą markę (przytaczany ostatnio przykład Starbucksa), chcąc osiągnąć sukces, nie musimy podejmować wcale wielu spektakularnych działań. W USA porównuje się ten fenomen do bumper stickers – naklejek nalepianych przez amerykańskich kierowców na zderzakach swoich aut – jest się fanem jakiejś strony, tylko dlatego, że to fajnie mieć na swoim profilu jej znaczek. Jest to jednak zjawisko marginalne. Większość marek na popularność na Facebooku musiało zapracować sobie ciężką pracą i przede wszystkim rewelacyjnym pomysłem na siebie (przykład Ikea).

Grupa to natomiast miejsce, gdzie potrzebujemy konkretnych i gorących tematów do dyskusji. Tu możemy promować eventy związane z daną marką, moderować dyskusje na temat akcji przez nas podejmowanych, konkretnych produktów albo np. nawet stworzyć dla nich coś na podobieństwo wsparcia technicznego (grupy związane np. z użytkownikami konkretnych modeli telefonów komórkowych). Jednak tworząc grupę nastawiamy się raczej na krótkotrwałe i szybkie działanie.

Wybór między grupą a fan page’em zależy od celu jaki chcemy osiągnąć i przede wszystkim tego w jaki sposób chcemy to zrobić. Tu liczy się głównie pomysł, a następnie jego staranna i konsekwentna realizacja.

Regulamin Facebooka

Facebook jako nośnik akcji komercyjnych? Fanpage jako miejsce promocji marki? To chyba całkiem niezły pomysł. Fanpage Starbucksa na Facebooku ma w tej chwili blisko 6 000 000 fanów, którzy niczym darmowi ambasadorzy marki z ogromną prędkością rozprzestrzeniają informacje o swojej ulubionej kawie. Licznik wskazujący liczbę fanów bije szybciej niż ten w taksówkach, które wożą pasażerów z lotniska na Okęciu do Centrum. A to wszystko przy niewielkich nakładach finansowych.

Dobrze widać, że Facebook jako nośnik akcji komercyjnych ma ogromny potencjał. Obecnie możemy zaobserwować tam prawdziwy wysyp profili wielu firm i marek oraz próby rozkręcania różnego typu akcji reklamowych. Kiedy przyjrzeć się temu z bliska, nasuwa się na myśl jedno pytanie: czy ktokolwiek czytał regulamin Facebooka? Zapewne niewielu. To trochę tak, jak z tanimi kredytami. Klienci zachęceni atrakcyjnymi sloganami bez namysłu zaciągają zobowiązania. Dopiero po fakcie, gdy dług staje się problemem, sięgają do umów, regulaminów, paragrafów. Jak się okazuje - zbyt późno.

Ignorantia iuris nocet (nieznajomość prawa szkodzi) i ignorantia legis non excusat (nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem) - mawiali starożytni Rzymianie. Jako, że nie zamierzamy sobie szkodzić, postawiliśmy prześwietlić regulamin Facebooka pod kątem akcji komercyjnych. Co też udało nam się wyczytać?

Po pierwsze Facebook jak najbardziej zezwala na to, by fanpage był wykorzystany do promocji  różnych firm, marek, działalności, organizacji, akcji komercyjnych i politycznych. Administratorem takiej strony musi być osoba upoważniona przez podmiot, którego strona dotyczy. Na stronie musi pojawić się polityka prywatności, czyli informacja dla użytkowników o tym, jakie dane osobowe są o nich zbierane i jak będą wykorzystywane.

Co ważne, właściciel strony nie odpowiada za treści publikowane przez innych użytkowników portalu (jednak jeśli w jakikolwiek sposób łamią prawo, zawsze lepiej jest je usunąć, chociaż nie mamy takiego obowiązku).

Na naszej stronie możemy publikować linki do zewnętrznych treści (odsyłające poza Facebook) i niekoniecznie muszą to być treści naszego autorstwa. Jeżeli podajemy link do tych tekstów, to nie łamiemy prawa. Przy pewnych treściach Facebook zobowiązuje nas do zakładania ograniczeń np. ograniczenia dla nieletnich.

Poza tym, jak każdy regulamin, również ten jest litanią zakazów. Czego więc nie wolno? Obowiązują:

  • Zakaz wysyłania spamu
  • Zakaz gromadzenia treści poprzez boty
  • Zakaz rozsyłania wirusów
  • Zakaz publikacji treści o charakterze rasistowskim, zawierających pornografię lub nagość albo grafiki o nieuzasadnionej przemocy; treści nawołujących do prześladowań rasowych i prześladowań religijnych
  • Zakaz reklamowania alkoholu
  • Zakaz publikacji treści łamiących prawo, wprowadzających w błąd, złośliwych lub dyskryminujących
  • Zakaz publikacji treści naruszających czyjeś prawa lub w inny sposób naruszających ogólnie obowiązujące prawo

Na koniec jeszcze jeden, bardzo ciekawy i ważny punkt regulaminu – wszelkiego rodzaju konkursy, w których do wygrania jest jakaś nagroda, można prowadzić jedynie za pisemną zgodą Facebooka. Dodatkowo, koniecznym jest stworzenie aplikacji, która realizuje funkcjonalny model promocji (pisał o tym też Facebooker). Koniec z koszulką dla tysięcznego fana? Kto z Was o tym wiedział?

Zachęcamy wszystkich do wnikliwej lektury regulaminu. Jego znajomość jest podstawą wszelkiej (a zwłaszcza komercyjnej!) działalności. Lepiej wiedzieć na czym się stoi, niż potem pakować się w niepotrzebne kłopoty.

PS Nikomu źle nie życzymy, ale biorąc pod uwagę, że Facebook prowadzi właśnie rekrutację Polaków, można w najbliższym czas spodziewać się pierwszych kontroli i oparzeń agencji pośpiesznie prowadzących działania na FB.  Czytajcie regulaminy, współpracujcie z prawnikami.

Facebook a faktury

Prowadząc jakiekolwiek akcje na Facebooku warto skorzystać z możliwości jakie dają kampanie banerowe na tym serwisie. Ale czy łatwo to zrobić?

Facebook jest wdzięczną platformą jeśli chodzi o tworzenie i zarządzanie kampaniami reklamowymi. Kreacje wyświetlane na prawej szpalcie dodaje się szybko, jest sporo możliwości targetowania. Co najważniejsze, ceny są wciąż atrakcyjne w porównaniu z innymi formami promocji online. Więc o co chodzi z tą trudnością?

Zdziwienie na twarzy reklamodawcy pojawi się na sam koniec. Facebook nie wystawia faktur. Kropka. Zestawienia publikowane w panelu, które dotyczą wydatków i rozliczeń, nie nadają się w rozumieniu polskiej księgowości.

Co zrobić? Można szukać rozwiązania i dyskutować z centralą w Ameryce. Bez efektu. Można skorzystać z błyskawicznie powstałych ofert, w których małe zagraniczne firmy biorą na siebie kwestię rozliczeń, nam wystawiając jedną, papierową, ostemplowaną, swojską fakturę. Oczywiście wzamian za prowizję, średnio dwudziestoprocentową.

Zdajemy sobie sprawę z absurdów polskiego systemy podatkowego, jednak trudno mi zrozumieć dotychczasowe ignorowanie naszych budżetów. Ponad 3 mln użytkowników chyba zasługuje na kilka opcji związanych z rozliczeniami? Mark, c'mon.

PS Chyba, że są lepsze sposoby i ktoś nas oświeci w komentarzach?

Pokaż swoje serce

"Serce każdej kobiety jest inne. Pokaż nam swoje!" to hasło z jakim wystartowała, przygotowana przez nas, internetowa kampania walentynkowa dlastrony Pigulka.pl. Jako główny nośnik całej akcji wykorzystany został portal Facebook.

Akcja walentynkowa to już kolejny projekt, którego realizację zawierzyła nam firma Bayer. Jak zawsze staramy się udowodnić, że był to trafny wybór.

Sam pomysł na walentynkową zabawę jest prosty - wyszukujemy w Internecie lub sami robimy zdjęcie i zamieszczamy je na przygotowanym specjalnie na tę okazję profilu na Facebooku. A motyw serca to wyjątkowo wdzięczny obiekt. Budzi same ciepłe i miłe skojarzenia. Dlatego zabawa polegająca na tym, żeby odświeżyć ten symbol i ukazać go w jak najbardziej nowatorski i kreatywny sposób, ma szansę na dużą popularność.

Targetem akcji są głównie kobiety, dlatego zdecydowaliśmy się na radykalne posunięcie. Na specjalnie przygotowany walentynkowy minisite (połączonym z portalem Facebook za pomocą FB Connect) wstępu nie mają mężczyźni.

W ramach akcji, oprócz samej walentynkowej zabawy, zaplanowane są także elementy edukacji na temat świadomego i bezpiecznego seksu. W związku z tym na minisite i stronie FB czytelnicy mogą pobrać "Przewodniki po nowoczesnej antykoncepcji”, a także pobawić się aplikacjami, które na różne sposoby poruszą tę tematykę.

Zogniskowanie całej kampanii na najpopularniejszym portalu społecznościowym, powinno pokazać jak duży  potencjał drzemie w tego typu akcjach. Wychodząc od jednorazowej zabawy, jesteśmy w stanie przygotować grunt pod stałą obecność marki/produktu na FB.

PS Ponad 350 fanów w 3 dni zadziwia na razie nawet samych autorów!

Google wyrzeka się IE6

Jak wielkim bólem, ością i kłopotem jest IE6 dla branży, wie każdy, kto choć raz próbował stworzyć witrynę WWW. Wygląda na to, że dni szóstki są policzone.


Obrazek pochodzi ze strony http://spigotdesign.com

Google przestaje lubić IE6. Fakt to warty odnotowania, o czym świadczy nawet wystosowany oficjalny e-mail do każdego z administratorów Google Apps. Niecodziennie gigant z Mountain View przesyła informacje do swoich użytkowników. Właściwie to mechanicznie zakwalifikowałem to jako spam, dopiero Krzysiek, nasz szef produkcji, potwierdził autentyczność wiadomości.

Otóż rok 2010 ma być stopniowym wycofywaniem się z wspierania IE6 przez aplikację Google. I tak zaczynając od Docsów i Sites, a skończywszy na Gmailu i Kalendarzu, developerzy Google zaczną korzystać z dobrodziejstw HTML5 i nowoczesnego Java Scriptu.

Chciałoby się powiedzieć "dziękujemy". Tak poważne wsparcie, zapewne przyspieszy agonię przestarzałej przeglądarki Microsoft. Choć nadal z ponad 7% udziałem w Polskim rynku (wg Gemius, stan na 03.02.2010) to wyraźnie w odwrocie.

Pięknym będzie dzień, w którym nasi Klienci zrezygnują z dostosowywania strony do wymogów archaicznego dinozaura. Nie zdarzy się to jutro, ale piękna data już majaczy na horyzoncie...