AutentikaAutentika

Mam Startup

Blog

Archiwum wpisów z marca 2010 roku

Facebook to dziki kraj

Facebook co jakiś czas wprowadza kolejne zmiany do swojego regulaminu oraz polityki platformy, które bezpośrednio dotyczą wszelkich działań komercyjnych. Dotyczą w teorii, bo w praktyce niewielu się tym przejmuje. Egzekwowanie regulaminu na FB jest praktycznie żadne (przynajmniej w Polsce). Parafrazując słynną już wypowiedź człowieka znanego jako „Miro” – Facebook to jeszcze dziki kraj.

W ostatnią środę (23 marca 2010) na blogu Facebooka pojawiły się wiadomości o kolejnych zmianach w polityce platformy. Dotyczą one działań developerów na FB i ograniczają możliwości ingerencji aplikacji w profile użytkowników.

Pierwsza z trzech głównych poprawek dotyczy otagowywania zdjęć. Przypominamy, że już od jakiegoś czasu nie można wykorzystywać tej funkcji do celów komercyjnych. Teraz dodatkowo można tagować tylko za pozwoleniem tagowanej osoby, a grafika musi rzeczywiście przedstawiać tagowaną treść (pamiętamy ostatnią masową akcję tagowania znajomych na screenach z gry The Sims, która rzekomo została właśnie udostępniona w wersji na Facebooka).

Druga poprawka mówi o konieczności dokładnego informowania użytkowników o zamiarze publikowania treści poprzez nasze aplikacje na ich tablicach (każdorazowo - nawet w przypadku uzyskania wcześniejszego, "globalnego" pozwolenia).

Trzecia zmiana sugeruje, że nie powinniśmy podsuwać użytkownikom możliwości automatycznego publikowania na tablicach wielu znajomych tej samej wiadomości dotyczącej naszej aplikacji, licząc na to, że właśnie tak zrobią, z powodu swojej nieuwagi lub nieznajomości działania platformy.

Szerzej na ten temat przeczytacie na blogu Inside Facebook.

Ale kto by się tym przejmował? Słowa, słowa, słowa – zdają się myśleć, patrząc na wszelkie regulaminy, spece od działań marketingowych na FB i dalej robią swoje. Może i jest to jakaś metoda. Dopóki nie złapią za rękę, dopóty można tak się bawić. Ale prawda jest taka, że prędzej czy później (raczej prędzej) przyjdzie taki moment, że FB weźmie się za wszelkie tego typu partyzanckie działania (obecnie FB kompletuje polski team) i wtedy nie będzie już tak beztrosko. Więc może lepiej zawczasu wyrobić sobie odpowiednie nawyki, bo potem konsekwencje nieregulaminowych działań mogą być naprawdę nieprzyjemne.

No, ale żeby nie było tak ponuro, to na koniec piosenka o dzikim świecie.

Komentarze (0)

Kategorie: Facebook

Autentika wchodzi z karata

Last but not least – jak mawiają Anglicy; lepiej późno niż wcale – jak mówi się w naszym pięknym kraju; ostatni będą pierwszymi – jak głosi Ewangelia (Mt 20,1-16), i jak powiedział w ostatnim odcinku Tańca z Gwiazdami Przemysław Saleta. Tak więc, stało się. Autentika wreszcie zawitała na Facebooka. I nie jest to byle jakie wejście. To wejście w stylu ninja. Z karata, z półobrotu i  gwiazdką między oczy. Aaayyyhhaaa!!!

Ok. To prawda. Przyznajemy się bez bicia - jesteśmy jedną z ostatnich agencji interaktywnych, które pojawiają się na Facebooku. Powiecie: szewc bez butów chodzi. My odpowiemy: ninja bez butów się skrada. Jak napisał w swoim haiku legendarny samuraj i mistrz zen Bashō Matsuo: Podróżny śpi / Chora dzika kaczka / Tłucze się zimną nocą.

Zgłębianie wersów mistrza Bashō i długie miesiące medytacji wskazały nam z dokładnością co do jednego tygodnia odpowiedni moment na założenie naszego fan page’a. I nadszedł on właśnie teraz. W czwartym tygodniu marca - miesiąca w japońskiej tradycji nazywanego „yayoi”, co znaczy nowe życie. Tak więc, mimo nawału pracy, zmuszeni byliśmy znaleźć w końcu czas na odrobinę zdrowej autopromocji.

A cóż odnajdziecie na owym fan page’u? Same dziwy! Cuda na kiju, łososie w pomidorowym sosie, nunchaku, tajemne ciosy karate, nowinki z życia firmy i takie tam.
Ale żeby już nie przedłużać, zapraszamy!

Komentarze (4)

Kategorie: Autentika Facebook

Autentika uprawia ogrody

Choć za oknem pogoda taka, że tylko patrzeć jak po trawnikach zaczną zasuwać pingwiny, to w Autentice wiosna w pełni. A to za sprawą właśnie przez nas uruchomionego wortalu o tematyce ogrodowej.

To już kolejna, po Domie z pomysłem, realizacja przygotowana przez Autentikę dla Leroy Merlin. Tym razem zadanie było o tyle trudniejsze, że cały sajt należało zintegrować z firmowym portalem-matką, tak by z jednej strony zyskał nowe funkcjonalności i wyrazisty charakter, a z drugiej stanowił spójny element całości.

Wypracowana, wspólnie z Klientem, koncepcja portalu zakłada, że nie będzie on służył jedynie przedstawieniu oferty artykułów ogrodowych, znajdujących się w asortymencie LM, ale będzie także zapewniał czytelnikom zaplecze merytoryczne. Nie jest to więc tradycyjny interfejs sklepowy. Ogród jest pełnoprawnym serwisem, zawierającym praktyczne porady i sprawdzone sposoby, dotyczące tematyki ogrodowej. Warto tutaj dodać, że do zadań Autentiki należy również opieka redakcyjna serwisu – co jest nowością w naszej ofercie.

PS Na tym nie koniec naszych ogrodowych manewrów prowadzonych wspólnie z Leroy Merlin. Obecnie pracujemy nad jeszcze jednym projektem, który premierę swoją będzie miał w przeciągu kilku tygodni. Więcej szczegółów już wkrótce.

Aby język giętki powiedział...

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit – to przeinaczony cytat z traktatu “O granicach dobra i zła” rzymskiego filozofa Cycerona.

Od XVI wieku używany jest do demonstracji krojów pisma (czcionek, fontów), kompozycji kolumny, rozłożenia tekstu na stronie - a od stosunkowo niedawna, również do rozłożenia tekstu na stronach internetowych – co zresztą przyniosło mu największą popularność.

W pewnym momencie przychodzi czas na zastąpienie Lorem ipsum tekstem, który niesie ze sobą sens. Jednak nie zawsze jest to proste. A przecież Chodzi mi o to, aby język giętki / Powiedział wszystko, co pomyśli głowa / A czasem był, jak piorun, jasny, prędki /A czasem smutny, jako pieśń stepowa – jak napisał jeden z naszych narodowych wieszczów. Jak napisał, tak zrobił. Ale nie każdemu przychodzi to z taką wieszczowską łatwością. Dlatego postanowiliśmy powiększyć naszą ekipę o osobę, która zna się na pisaniu, która nawet ma za sobą 5-letnie studia w tym kierunku! Przez 5 lat stron tysiące, młodość w bibliotekach – parafrazując monolog z pewnego filmu.

Tak więc na naszym pokładzie zagościł copywriter, redaktor, dziennikarz, scenarzysta, korektor – wszystko w jednej osobie, w zależności od zapotrzebowania. W skrócie - ktoś na kształt skryby. Ktoś, komu niestraszne są boje z oporną materią słowa. Człowiek, który wie, że -uje się nie kreskuje, i że przed „i” czasem można postawić przecinek.

A tak na poważnie, to osoba, która poradzi sobie z każdym rodzajem tekstu: od newsów, opisów, przez hasła i teksty reklamowe po blogi, felietony oraz artykuły fachowe. Poszerzamy więc naszą ofertę o pisanie wszelkich tekstów na potrzeby Internetu oraz kompleksową opiekę redakcyjną każdego rodzaju portali, stron i serwisów internetowych (nie boimy się tu żadnej tematyki – współpracujemy z ekspertami z danych dziedzin). Możemy zagwarantować poprawność językową i stylistyczną naszych tekstów (ważna rzecz, o której niestety wielu zapomina), oryginalne podejście do tematów oraz ciekawy styl.

Toyota walczy w social media

Social media ratunkiem w kryzysowej sytuacji? Toyota, która przechodzi właśnie, chyba najpoważniejszy w swojej historii, kryzys wizerunku, postawiła szukać ratunku w mediach społecznościowych.

W 8 mln aut wyprodukowanych przez Toyotę (głównie z przeznaczeniem na rynek amerykański) wykryto usterkę pedału gazu, który może się w każdej chwili zablokować i sprawić, że kierowca straci nad autem kontrolę. Jak podają media, z tego powodu z zginęło już ponad 50 osób. Dziennikarze i politycy oskarżają Toyotę o nieliczenie się bezpieczeństwem Amerykanów. Dla marki, które przez długie lata z mozołem budowała swój wizerunek w USA (który opierał się głównie na niezawodności aut) jest to fatalna sytuacja. Amerykanie, rozkochani w swoich krążownikach szos, niełatwo dali się przekonać do japońskich aut z importu. Niedawno zaczęło się to zmieniać – Toyota i Honda biły w USA rekordy popularności. Teraz Toyota wpadła w gigantyczny wizerunkowy kryzys.

Próby odbudowania nadszarpniętego wizerunku i tłumaczenia się z całej sytuacji przez markę w tradycyjnych mediach przynoszą niewielki skutek. W takiej sytuacji przekaz negatywny jest znacznie silniejszy. Ponad 30 % Amerykanów uważa auta Toyoty za niebezpieczne. Firma postanowiła więc wykorzystać inne kanały komunikacji z potencjalnymi i obecnymi użytkownikami swoich aut. Wybór padł oczywiście na social media i okazało się, że na tym polu marce udaje się nadrabiać straty.

Toyota stworzyła specjalną drużynę szybkiego reagowania na arenie social media. Bez przerwy monitoruje ona wszystko co pojawia się w sieci na temat kryzysu. Jako główne platformy służące do komunikacji z zainteresowanymi całą sprawą służą Toyocie najpopularniejsze media społecznościowe, takie jak Twitter, Digg, You Tube oraz Facebook.

Toyota pokazała w ten sposób, że rozumie jak ważne jest wejście w dialog ze społecznościami. W momencie kryzysu jest to wyjście do ludzi z otwartą przyłbicą. Marka pokazuje, że nie boi się odpowiedzialności za swoje błędy. Taka polityka przynosi efekt. Fan page Toyoty na Facebooku od momentu pojawienia się informacji o usterce, zanotował wzrost liczby swoich fanów z 71.000 do 82.000 (nie spadek – jak można by było się spodziewać).

Japońska marka dobrze rozumie, że w tym momencie tradycyjne media nie są jedynym źródłem, z jakiego ludzie czerpią informację i nie tylko one mają monopol na kształtowanie opinii publicznej. Media społecznościowe wywierają coraz większe wpływy na szerokie kręgi odbiorców. Poza tym jest to dużo wdzięczniejszy kanał komunikacji niż media tradycyjne. Tu dociera się do odbiorców w bardziej bezpośredni sposób, bez zewnętrznych filtrów, które mogą zniekształcać przekaz. Można spokojnie odpierać zarzuty. I najważniejsza różnica – nie prowadzi się monologu, ale wchodzi się w dialog. Traktuje się ludzi jak partnerów do rozmowy. A to się bardzo liczy.

Najciekawszym zjawiskiem, które możemy obecnie zaobserwować jest zwiększenie się aktywności zwolenników marki. Fani Toyoty, którzy w dużym stopniu identyfikują się lub chociaż solidaryzują z japońską marką, zaczynają sami walczyć o jej dobre imię. Na fanpage’u FB Toyota USA pojawiają się komentarze wspierające koncern, toczą się zażarte dyskusje, kierowcy Toyot wrzucaj zdjęciach swoich aut, powstają spontaniczne (na takie przynajmniej wyglądają) petycje i grupy broniące wizerunku marki.

Śledzenie tego, w jaki sposób Toyota stara się sobie poradzić w kryzysem poprzez social media i przyglądanie się wynikom, jakie w ten sposób osiąga, pokazuje nam jasno, że siła mediów społecznościowych jest coraz większa. Dla wielu to nie stacje telewizyjne czy gazety są głównymi źródłami informacji o świecie, ale właśnie Facebook czy Twitter. Przykład Toyoty pokazuje, że proces zwiększania się znaczenia mediów społecznościowych przyspiesza i jest zjawiskiem, z którym nie można się już nie liczyć.

Konkursy na Facebooku

Pod koniec zeszłego roku Facebook zaostrzył regulamin dotyczący konkursów organizowanych przy pomocy swojej platformy. Czasy radosnej i beztroskiej konkursowej samowolki dobiegają końca.

Nowy regulamin na samym początku mówi: chcesz przeprowadzić jakąkolwiek akcję promocyjną z nagrodami za pomocą Facebooka? Zgłoś się po pisemne zezwolenie. Nie masz zezwolenia? Nie masz prawa organizować konkursu. Prosta zasada. Według regulaminu na pozwolenie czeka się około 7 dni od daty zgłoszenia wniosku. Wniosek musi zawierać dokładne informacje, mówiące o tym jakie planujemy podjąć działania promocyjne. Co ciekawe, ostatnio pojawiają się głosy, że zdobycie zezwolenia na organizację konkursu, może wiązać się z wykupieniem płatnych reklam na Facebooku.

Jeżeli już uda się nam zdobyć zezwolenie, trzeba zamieścić informację (w języku w jakim prowadzona jest konkurs) mówiącą o tym, że „ta promocja nie jest w żaden sposób sponsorowana, popierana czy zarządzana, ani powiązana z FB” (pełen tekst dostępny w regulaminie).

Kolejna ważna rzecz to, to że konkursy powinny być prowadzone poprzez dedykowane do tego specjalnie aplikacje w oddzielnej zakładce, a nie np. bezpośrednio na tablicy lub w komentarzach. Nie można uzależniać uczestnictwa w konkursie od aktywności fanów bezpośrednio na fanpage’u (wrzucania przez nich zdjęć, wpisywania treści itp.). Ponadto nie powinny być do tego celu w ogóle wykorzystywane takie funkcji platformy Facebooka jak np. zmiana statusu czy klikanie przycisku "lubię to”.

Dobra wiadomość jest taka, że można informować poprzez Facebooka o konkursach, które odbywają się całkowicie poza jego platformą.

Przeszukując konkursy prowadzone na FB, możemy z łatwością stwierdzić, że większość z ich organizatorów nie zna zupełnie regulaminu albo uważa, że nie jest zobowiązana do jego przestrzegania. Praktycznie każdy konkurs jest z nim sprzeczny (nie mówiąc już o posiadaniu zezwolenia).

Faktem jest, że egzekwowanie regulaminu przez Facebooka jest w naszym kraju praktycznie żadne. Można jednak podejrzewać, że niebawem to się zmieni. Dlatego po raz kolejny zachęcamy do jego lektury. Wiedza ta może w przyszłości okazać się bardzo cenna.

Dział sprzedaży Admatika

Trwa proces rekrutacyjny do działu sprzedaży Admatika. Jeśli nie boisz się wyzwań i uwiera Ci przyciasny garnitur korporacji - zapraszamy.

Szczegóły naszej zacnej oferty znajdziesz na pracuj.pl

W Admatiku dobrze poczują się osoby, które z różnych przyczyn zostały skrępowane (lub uderzyły o sufit) w drabince dużego przedsiębiorstwa. U nas wszystko jest nowe, dziewicze, elastyczne. Sporym wyzwaniem będzie ułożenie produktu, poskromienie sporego potencjału, jaki bez wątpienia ma przygotowywany przez nas system. Satysfakcji dostarczy możliwość sprawdzenia się jako ewangelista, frontman projektu.

Jeśli chcesz uczestniczyć w nowym zjawisku na polskim rynku reklamy, być pionierem w zastałej od kilku lat branży - zapraszamy.

Fan page a grupa

Jeżeli planujemy rozpocząć akcję komercyjną na Facebooku, na samym początku stajemy przed pytaniem: co wybrać? Fan page czy grupę? Które rozwiązanie będzie dla nas najlepsze i jaka tak naprawdę jest pomiędzy nimi różnica?

Fan page jest stroną na Facebooku, która reprezentuje daną markę, organizację, firmę, osobę publiczną etc. Tu ważna uwaga – takie podmioty jak te przed chwilą wymienione (poza osobą publiczną) nie mogą posiadać zwykłego profilu na Facebooku, ponieważ za każdym profilem musi stać konkretna osoba. Firma czy też marka nie są oczywiście żywym człowiekiem, więc zgodnie z regulaminem nie mogą posiadać swojego profilu. Tak więc wszelkie praktyki polegające na zakładaniu w celach komercyjnych fikcyjnych kont i zbieraniu w ten sposób dużych grup znajomych, są na Facebooku nielegalne.

Co więcej, za każdym fan pagem powinna stać osoba upoważniona przez podmiot strony do tego typu działań, czyli fan page danej marki musi być zarządzany przez oficjalne jej przedstawicielstwo. Facebook posiada specjalną ekipę, która zajmuje się wyszukiwaniem i usuwaniem nieoficjalnych stron.

Grupa natomiast zbiera osoby zainteresowane danym tematem i pozwala im na dzielenie się swoimi opiniami i spostrzeżeniami. Jest to coś na kształt dobrze wszystkim znanych grup dyskusyjnych.

Widzimy więc, że w założeniu grupa i fan page są to dwie różne rzeczy. Zastanówmy się jednak nad funkcjonalnością obu rozwiązań i różnicami jak je dzielą.

  • Po pierwsze rzuca się w oczy nomenklatura – w grupie inni użytkownicy zostają członkami grupy. Na fan page’u stają się jego fanami.
  • Zawartość fan page’a jest widoczna dla wszystkich. Grupa może być zamknięta i dołączenie do niej może wymagać akceptacji administratora.
  • Grupa w przeciwieństwie do fan page’a nie musi posiadać oficjalnego przedstawicielstwa danej marki.
  • Od strony technicznej fan page’e pozwalają na większą możliwość edycji poprzez podczepianie pod nie kolejnych elementów i aplikacji (między innymi zakładki discussions).

W tym momencie, jeżeli planujemy działania komercyjne, to tak naprawdę istotną różnica wydaje się tkwić w tym, co napisaliśmy już na początku - w samych założeniach obu rozwiązań. Jeśli planujemy promocję marki, budowanie wizerunku, nawiązywanie długofalowych relacji z klientami (fanami) wydaje się, że powinniśmy zdecydować się na fan page. Jeśli jednak zależy nam rozpoczęciu i moderowaniu jakiejś dyskusji wybierzmy grupę.

W pierwszym wypadku zdobywamy fanów. Możemy ich przyciągnąć przy pomocy ciekawych treści, atrakcyjnych aplikacji, zabaw i konkursów. Czasami zdarza się, że reprezentując już popularną i lubianą markę (przytaczany ostatnio przykład Starbucksa), chcąc osiągnąć sukces, nie musimy podejmować wcale wielu spektakularnych działań. W USA porównuje się ten fenomen do bumper stickers – naklejek nalepianych przez amerykańskich kierowców na zderzakach swoich aut – jest się fanem jakiejś strony, tylko dlatego, że to fajnie mieć na swoim profilu jej znaczek. Jest to jednak zjawisko marginalne. Większość marek na popularność na Facebooku musiało zapracować sobie ciężką pracą i przede wszystkim rewelacyjnym pomysłem na siebie (przykład Ikea).

Grupa to natomiast miejsce, gdzie potrzebujemy konkretnych i gorących tematów do dyskusji. Tu możemy promować eventy związane z daną marką, moderować dyskusje na temat akcji przez nas podejmowanych, konkretnych produktów albo np. nawet stworzyć dla nich coś na podobieństwo wsparcia technicznego (grupy związane np. z użytkownikami konkretnych modeli telefonów komórkowych). Jednak tworząc grupę nastawiamy się raczej na krótkotrwałe i szybkie działanie.

Wybór między grupą a fan page’em zależy od celu jaki chcemy osiągnąć i przede wszystkim tego w jaki sposób chcemy to zrobić. Tu liczy się głównie pomysł, a następnie jego staranna i konsekwentna realizacja.